rozwińParafia Świętej Trójcy
zwiń
Parafia Świętej Trójcy

Parafia Świętej Trójcy

Najstarszym zabytkiem świątyni jest późnogotycki obraz "Ukrzyżowanie" pochodzący z początku XVI w. znajdujący się w prawym bocznym ołtarzu. W nastawie ołtarza widnieje płaskorzeźbiona scena koronacji Najświętszej Marii Panny.

1 września, godz. 4.45

1 września, godz. 4.45

        Dzisiaj przypada 72 rocznica wybuchu II wojny światowej. Podczas Mszy świętej o godz. 18:00 będziemy modlili się za wszytskie ofiary, które poległy podczas II wojny światowej w obronie naszej Ojczyzny.
         Lata 1939-1945 to najtragiczniejszy okres w dziejach parafii kościerskiej. 1 września o godz. 4.45  Niemcy ruszyli do natarcia poprzedzonego ogniem artylerii. W pierwszym dniu wojny walki trwały na granicy. Przeciwko 207 dywizjom niemieckiej piechoty, stacjonującej na zachodniej granicy powiatu kościerskiego i liczącej 17 901 żołnierzy, stało zgrupowanie Obrony Narodowej i kompania Straży Granicznej, ogółem 1282 osób .

        W dniu wybuchu wojny znaczna część mieszkańców parafii opuściła swe miejsca zamieszkania w celu uniknięcia spotkania z wrogiem i udała się na tereny bezpośrednio niezagrożone, w czasie ucieczki, przeżywając naloty i bombardowania . 1 września 1939 r. był też pierwszym piątkiem miesiąca. Stąd też wiele osób spieszyło do Kościoła, słysząc nad sobą samoloty i odgłosy wystrzałów .
       Pod wieczór 1 września kompania Straży Granicznej i pluton Obrony Narodowej wycofały się z Lipusza i dołączyły do 84 batalionu, który po otrzymaniu rozkazu przejścia pieszo do Olpucha opuścił w nocy Kościerzynę . Nastąpiło to dokładnie między godziną 1 a 2 w nocy .
         Wymarsz rodzimego batalionu wywołał ekscesy. Na ulice Kościerzyny wyszli mieszkańcy, głównie kobiety z dziećmi, błagając, by nie opuszczać miasta . Wznoszono również agresywne okrzyki. Odbiło się to na morale żołnierzy, często ojców, mężów i bliskich zostawianych osób. Miasto, pozbawione wojska, zostało pozostawione same sobie. Ten straszny czas przedstawia B. Niedzielska: „Po zgiełku i chaosie minionego miasto pogrążało się w zupełnej ciszy i ta właśnie cisza była najbardziej przerażająca" .
        Miasto miało jednak nadal swoich duszpasterzy, którzy pozostali z jego mieszkańcami: „W pewnym momencie odezwały się dzwony kościelne, wzywające jak co dzień na mszę świętą. Poszliśmy więc za ich głosem i wkrótce przychodzący ze wszystkich stron miasta ludzie wypełnili kościół po brzegi. Nie pamiętam, który ksiądz odprawiał mszę świętą, ale zapamiętałam niezwykle poważne, skupione twarze ludzi i Izy w wielu oczach. Wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę, że ważą się losy miasta, kraju i całego narodu. Na zakończenie zaśpiewaliśmy »Boże coś Polskę«, a śpiewaliśmy tak żarliwie, tak serdecznie, jak chyba nigdy przedtem. Siłowa pieśni mieszały się ze szlochem i był to ostatni głośny śpiew w naszym kościele w 1939 r.”
         Pierwsze oddziały nieprzyjacielskie weszły do Kościerzyny 2 września pod wieczór. Zadaniem pierwszoplanowym dla wkraczających jednostek Wehrmachtu było złamanie oporu stawianego przez wojsko polskie. Tuż za wkraczającym do powiatu kościerskiego Wehrmachtem posuwały się grupy operacyjne policji bezpieczeństwa i służby bezpieczeństwa. Ich zadaniem było dokonanie bezpośredniej i pośredniej eksterminacji ludności polskiej.
        Na zajętym obszarze Niemcy rozpoczęli planową akcję eksterminacyjną. Zależała ona od inicjatywy miejscowego zwierzchnika administracji państwowej i partyjnej. Landratem i kreisleiterem na powiat kościerski został Ernst Gunther Modrow . Mianowany przez A. Forstera posiadał on niczym nieskrępowaną władzę. Modrow był jedynym starostą w Okręgu Rzeszy Gdańsk-Prusy Zachodnie, który nie pochodził z Gdańska ani z Rzeszy, tylko z danego powiatu. Doskonale orientował się w sytuacji powiatu kościerskiego i osobiście wywierał wpływ na to, kto zostanie zabity, a kto oszczędzony . Stanowisko burmistrza Kościerzyny objął Otto Frick, pracujący w kościerskiej spółdzielni Raiffeisen .
        15 września 1939 r. powstała organizacja paramilitarna Selbstschutz (Samoobrona), którą zorganizował na Pomorzu Gdańskim SS-oberfuhrer Ludolf von Alvensleben. Na osobiste polecenie Himmlera Selbstschutz rozpoczął masową eksterminację Polaków według wcześniej przygotowanych list, obejmujących wybitnych działaczy kaszubskich, nauczycieli, księży, członków Polskiego Związku Zachodniego i wszystkich tych, którzy kiedykolwiek narazili się okolicznym Niemcom .
        Jak wynika z zapisków szefa kontrwywiadu III Rzeszy Wilhelma Canarisa, decyzja o wymordowaniu polskiego duchowieństwa zapadła już przed 12 września 1939 r.  22 sierpnia 1939 r. Adolf Hitler zapowiedział, że po za kończeniu kampanii wojennej oddziały SS dokonają zagłady polskiej warstwy kierowniczej, a szczególnie duchowieństwa . Forster zaś, wypominając błędy polityki pruskiej, podkreślał skutki zbyt łagodnego traktowania księży przez ówczesne władze. Jego zdaniem należało już wtedy całe duchowieństwo polskie wyniszczyć . On też osobiście patronował akcji zagłady polskiego duchowieństwa.
        Wykonywano ją planowo, według sporządzonych wcześniej list. Jeszcze przed wybuchem wojny w 1939 r. została przez Niemców gdańskich ustalona tzw. „czarna lista" osób przewidzianych do likwidacji. Sporządził ją dr Leo Axel Hawranke. Był on referentem do spraw Kościoła katolickiego w urzędzie gdańskiego Senatu, a w czasie wojny pełnomocnikiem do spraw kościelnych przy szefie Zarządu Cywilnego Okręgu Gdańsk-Prusy Zachodnie. On to właśnie w rejestrze księży diecezji chełmińskiej (Elenchus omnium ecclesiarum necnon universi cień dioecesis culmensis) z 1939 r., o którym to w swojej publikacji pisała Barbara Bojarska , oznaczał osoby przeznaczone do eksterminacji bezpośredniej . Nazwisko ks. Józefa Wryczy mocno podkreślił kolorowym ołówkiem i umieścił przy nim, jako jedynym, aż trzy krzyżyki . (Krzyżyki przy nazwiskach księży oznaczały, że mieli oni zostać zamordowani w pierwszej kolejności, traktowano ich bowiem jako największych wrogów III Rzeszy.) W przypadku duchowieństwa kościerskiego nie było żadnych zaznaczeń, a z całego dekanatu kościerskiego przeznaczony do likwidacji miał być tylko ks. Józef Łosiński z Lipusza . Pozostali kapłani, chociaż nie byli na liście Hawranke'a, nie mogli czuć się bezpieczni, gdyż również byli przeznaczeni do eksterminacji.
         Martyrologia duchowieństwa katolickiego nie ominęła księży pracujących na terenie parafii Świętej Trójcy. W październiku 1939 r. został zamordowany przez hitlerowców ks. Leon Heyke, radca duchowny i prefekt gimnazjum kościerskiego, a przede wszystkim czołowy przedstawiciel ruchu młodokaszubskiego. 1 września 1939 r., po wybuchu wojny, ksiądz Heyke miał się pieszo na południe, z myślą o służbie kapelana w polskiej armii , i ukrywał się do pierwszych dni października 1939 r. Został aresztowany przez gestapo, a 16 października rozstrzelany przez Niemców w Lesie Szpęgawskim .
         Księża wikariusze pozostali razem ze swoim proboszczem w parafii i pomimo okoliczności wojny starali się pełnić nadal posługę duszpasterską .
        Parafię szczęśliwym trafem opuścił ks. Landowski. Okoliczności tego wyjazdu przedstawił w swoich wspomnieniach siostrzeniec ks. Ruchniewicza: „Pod koniec sierpnia 1939 r. wujek Hugon zdecydował wysłać nas - wspomnianym już wyżej fiatem - z babcią, ciocią Helą i księdzem wikarym Landowskim do jego rodziców na wieś (Śliwice, powiat tucholski). Kto wie, czy tym samym ks. Landowski nie uratował życia. Być może uniknął aresztowania i dzięki temu przeżył" .
       Kres posługi kapłańskiej ks. Hugona Ruchniewicza i ks. Antoniego Kłosa przyniosło aresztowanie ich przez gestapo, co nastąpiło przed 15 października 1939 r.  Okoliczności aresztowania opisane zostały we wspomnieniach Misjonarzy Św. Rodziny z Wielkiego Klincza: „ Wjeżdżając ulicą Dworcową do Kościerzyny, zobaczyliśmy pędzonego chodnikiem dra Ruchniewicza, proboszcza kościerskiego. W biegu pozdrowił nas ręką i my uczyniliśmy to samo jako znak pożegnania" . Na plebanii pozostał jedynie ks. Szuca.
        Sytuację tę przedstawiła też w swoich zapiskach wojennych Helena Rolbiecka, która pod datą niedzielną 15 października podała następującą informację: „Idę na mszę św. Smutno w naszym pięknym kościele, nabożeństwo i kazanie w języku niemieckim. Odprawia ks. Szuca. Ks. dziekan Ruchniewicz i ks. Kłos zabrani, ks. Landowski zaginął. W oczach łzy, jakie wielkie zmiany, kościół przepełniony" .
        W rezultacie aresztowania zginął rozstrzelany pod Skarszewami ks. Antoni Kłos, mający zaledwie 29 lat . W tym samym miesiącu zginął w wieku 27 lat ks. Bronisław Szuca . Obydwaj mieli za sobą zaledwie rok kapłaństwa. Tragiczny los swoich wikariuszy podzielił proboszcz kościerski i dziekan dekanatu kościerskiego ks. Hugon Ruchniewicz . Ponadto zamordowano w tym cza sie księży, którzy przybyli do Kościerzyny na urlop lub przebywali u rodziny. Byli to: ks. Paweł Małachowski, prefekt z Wejherowa, oraz ks. Antoni Węgielewski .
        Tragiczny los dosięgnął również pozostałych kościerskich kapłanów wywodzących się z parafii Świętej Trójcy. Ks. Józef Kupper został aresztowany 24 października 1939 i uwięziony w Wejherowie. Zamordowano go 11 listopada 1939 r. w więzieniu, a jego ciało wywieziono do Piaśnicy. W kościele w Chwaszczynie znajduje się tablica pamiątkowa z jego nazwiskiem. W Piaśnicy został też zamordowany kolejny z kościerskich kapłanów - ks. Jan Jakubowski.
22 października 1939 r. został aresztowany i uwięziony w Chojnicach, a od 11 listopada 1939 r. w Zamartem ks. Alfons Kropidłowski. Przebywał w obozie koncentracyjnym Stutthof (od 4 kwietnia 1940 r., nr obozowy 8998), Sachsenhausen (od 10 kwietnia 1940 r., nr 21058) i Dachau (od 14 grudnia 1940 r., nr 22652). Wyzwolono go 29 kwietnia 1945 r.
        Jesienią 1939 r. został aresztowany i uwięziony w Chojnicach, a następnie w Zamartem ks. Kilian Felskowski. Przebywał również w Stutthofie (od końca marca 1940 r.), w Sachsenhausen (od 10 kwietnia 1940 r.) i w Dachau (od 14 grudnia 1940 r., nr 22802). Zwolniono go 19 lipca 1941 r. Zamieszkał w domu rodzinnym w Łubianie. Miał prawdopodobnie kontakty z TOW „Gryf Pomorski".
        24 lub 25 października 1939 r. został aresztowany i uwięziony w Dębowej Łące ks. Alfons Gończ. Zwolniono go 6 grudnia 1939 r. Po zwolnieniu pracował jako administrator w Kowalewie. Zmarł w szpitalu w Brodnicy 13 lutego 1944 r., a pochowany został w Kowalewie.
        W kwietniu 1940 r. aresztowano w Poznaniu ks. Jana Krysińskiego, przedwojennego proboszcza kościerskiego. Od 25 kwietnia 1940 r. przebywał on w obozie koncentracyjnym w Dachau, a następnie w( Jusen, gdzie zmarł 24 października 1940 r.
        Inny los spotkał Misjonarzy Św. Rodziny z Wielkiego Klińcza. Wszyscy zakonnicy wyjechali ze wsi 2 września, a ich celem był Kazimierz Biskupi k. Konina . W wyniku bombardowań zawrócili z drogi, a kiedy przybyli z powrotem do Wielkiego Klińcza, zastali swój majątek zdewastowany i zagrabiony. W pierwszym miesiącu okupacji zostali skierowani do pracy w majątku rolnym w Sobączu. Przed rozstrzelaniem uchroniła ich matka kleryka Władysława Wysieckiego . Po tym zdarzeniu Misjonarze Św. Rodziny ostatecznie opuścili teren parani kościerskiej.
        Wojna była także tragiczna w skutkach dla kleryków studiujących w Pelplinie i w seminariach zakonnych. W chwili wybuchu wojny znajdowali się w swoich domach rodzinnych na terenie parafii kościerskiej i przeżyli wkroczenie wojsk niemieckich do Kościerzyny. Jak po latach wspominał ks. Hilary Jastak, kiedy zgłosił się do kościerskiego magistratu ze swoim bratem Edmundem, również klerykiem (tyle że seminarium Misjonarzy Św. Rodziny), obaj otrzymali od magistrackiego tłumacza następujące ostrzeżenie: „Nie meldujcie się, bo oni tylko na to czekają. Wszystkich księży i kleryków już wywieźli" .
       Przed okupacją hitlerowską uchronił się Zdzisław Jażdżewski, ur. w 1915 r. w Wielkim Klińczu. W 1934 r. zgłosił się do Zgromadzenia Misyjnego Księży Werbistów w Górnej Grupie. Po latach nauki został skierowany do Indii Holenderskich i tam w 1942 r. złożył śluby wieczyste .
Prześladowania dotknęły również zgromadzenia zakonne posługujące w Kościerzynie. Siostry urszulanki zostały brutalnie wypędzone ze szkoły i z klasztoru, a na balkonie budynku wywieszono hitlerowskie flagi. W jedną z sobót września na kościerskim rynku stanął autobus z siostrami i z księdzem J. Grochockim. Kazano im w nocy opuścić miasto i powiat. Siostry udały się pieszo do Skorzewa, a ks. Grochocki przeniósł się do Borowca w parafii Stężyca . Uratowanie życia ks. Grochocki, jak i siostry zakonne, zawdzięczają pastorowi gminy ewangelickiej w Kościerzynie Fritzowi Glahnowi .
        Z Kościerzyny usunięto tez siostry elżbietanki, które wróciły do klasztoru dopiero w 1945 r. Po ich wypędzeniu zainstalowała się tam Nationalsozialistische Volksrursorge - narodowosocjalistyczna opieka społeczna. Przy tej samej ulicy (Kaplicznej) znajdowała się także siedziba Tajnej Policji Państwowej, czyli gestapo.
       Walka z kościołem katolickim na Pomorzu Gdańskim miała na celu osłabienie społeczności kaszubskiej. Grozę tego czasu dobrze przedstawia w swoich wspomnieniach ks. Franciszek Wołoszyk: „Nigdzie już nie było polskiego kapłana; jedni zamordowani, drudzy w więzieniach. Kościoły pozamykane, ludzie pozostali bez opieki duszpasterskiej. To powiększało rozpacz i grozę położenia. Jednocześnie terror hitlerowski wzrastał. Dniem i nocą urzędowała policja hitlerowska i gestapo. Aresztowania i egzekucje. Wszędzie i o każdej porze i nocy słychać było warkot samochodów, w których wywożono swe ofiary" .
       W listopadzie 1939 r. kościół Świętej Trójcy stał się punktem koncentracyjnym i etapem przejściowym deportowanej ludności polskiej. Akcja ta, zarządzona przez władze w Berlinie, a wykonana przez landrata Modrowa, dotyczyła wysiedlenia wrogich III Rzeszy Polaków.    Rozpoczęta w nocy z 21 na 22 listopada akcja wysiedleńcza zakończyła się w pierwszym etapie umieszczeniem deportowanej ludności właśnie w kościerskiej świątyni.
       Świadek tamtych czasów Jerzy Bochyński wspominał: „Przed kościołem, jak pamiętam, stali już SS-mani, tamten Selbstschutz (...) Doprowadzono nas do kościoła. Oczywiście, kościół był już zamknięty, ale Niemcy otworzyli nam i weszliśmy (...)". I dalej: „(...) byliśmy ulokowani przy wejściu, przy pierwszym filarze i tam siedzieliśmy przynajmniej do drugiego dnia. Kościół był pełen, byt płacz, modlitwy. Jakieś kobiety leżały krzyżem na schodach ołtarza, jak była modlitwa z zakrystii wychodzili ci selbstschutze i krzyczeli »Ruhe! Ruhe!«" .
       Jak podaje M. Podlaszewski: „Kościół zapełniał się, zajęte były ławki, ganki, prezbiterium. Około południa lokowano ich już na cmentarzu  wokół kościoła." Potwierdza to wspomnienie Haliny Perszewskiej: „Doszliśmy do kościoła. Na lewo, przy czternastej stacji Męki Pańskiej było wolne miejsce, więc tam usiedliśmy. Wszędzie było pełno ludzi; na schodach, przy ołtarzu naokoło, i przy każdym ołtarzu. Na schodach siedzieli Indzie, także na ambonie, jadzie tylko było wolne miejsce" .
       Świątynia została odizolowana przez zbrojne posterunki, a uzbrojeni hitlerowcy znajdowali się także wewnątrz kościoła. Terror był tak wielki, że nie pozwolono zatrzymanym nawet na załatwienie czynności fizjologicznych. Pilnujący strażnicy zachowywali się blużnierczo wobec sprawowanych w tym kościele sakramentów, co znajduje potwierdzenie w opisie sytuacji przedstawionej przez uczestniczkę tamtych wydarzeń Jadwigę Piechowską: „Ołtarz był cały otwarty, już nie było tam niczego i [Niemcy] zaczęli taką mszę odprawiać. Zaczęli się śmiać, po swojemu śpiewać. A ludzie cicho stali, tylko jeden plącz i szloch" .
       Inna uczestniczka tego tragicznego wydarzenia Halina Żyłkowska podaje w swoim pamiętniku pod datą 22 listopada: „Zbiórka w kościele, siedzieliśmy w nim w 80 osób. W kościele ogólny nieporządek - krzyk i płacz dzieci i kobiet. Policja niemiecka, chodząc, i dyżurując bije starców, krzyczy, grozi karabinem maszynowym, bluźni i szydzi przeciw Bogu" .
       Z kościoła parafialnego w Kościerzynie część wysiedleńców wywieziono jeszcze tego samego dnia, innych zaś nazajutrz przewieziono samochodami ciężarowymi wprost na stację kolejową w Głodowie i załadowano do pociągu; niektórzy trafili do obozu przejściowego w Wysinie .
Również w Wysinie kościół parafialny został zamknięty i przekształcony w miejsce internowania . Ewakuację z kościerskiego kościoła potwierdza wspomnienie Danuty Skrzypińskiej: „ Wieczorem wszyscy wymaszerowaliśmy z kościoła. Zapakowali nas na samochody i wywieźli do Wy sina, do opustoszałej wsi, bo oni najpierw wygonili prawie wszystkich mieszkańców. W tym Wysinie nocowaliśmy w poszczególnych domach i opustoszałych gospodarstwach" . Ostatnim etapem akcji wysiedleńczej była Generalna Gubernia.
       Zakres wysiedleń z powiatu kościerskiego dokonanych w listopadzie 1939 r. był niespotykany w porównaniu z innymi powiatami kaszubskimi. Oblicza się, że wysiedlono w tym czasie około 10 tys. osób . Pewnej nielicznej grupie udało się wrócić do swoich domów już w 1940 r., ale zdecydowana większość wróciła dopiero po zakończeniu działań wojennych w 1945 r.
Wysiedlenia kontynuowano przez cały okres wojny, lecz już nie na taką skalę. Wysiedlonych kierowano najczęściej do Centrali Przesiedleńczej w Potulicach lub - w mniejszym stopniu - w Jabłonowie . Ponadto były również masowe wywózki na roboty do Rzeszy, powołania do Organizacji Todt. Mieszkańców parafii kościerskiej osadzano również w obozie koncentracyjnym Stutthof. Informacje o tym znajdują się księgach parafialnych. Na przykład w księdze chrztów znajdujemy zapis ks. Steina dotyczący ojca dziecka, który zmarł w obozie Stutthof.
       W czasie II wojny światowej zniszczona została kościerska gmina żydowska i to pod względem zarówno materialnym, jak i fizycznym. We wrześniu wymordowano żydowską rodzinę Mendelsonów . Ich grób znajduje się w lesie k. Garczyna. Tych, których nie wymordowano w pierwszym miesiącu okupacji, wywieziono do Generalnej Guberni. Taki los spotkał m.in. rodzinę Michaelisów, która została umieszczona w getcie warszawskim i tam też prawdopodobnie zginęła. Przeżyli tylko nieliczni.

ks. Leszek Jażdżewski

3 września 2011

powrót